CZY NAPRAWDĘ TEGO CHEMY? Krótko o robotyzacji życia, refleksja z autobusu
Autor: B777




CZY TEGO CHCEMY?

Dziś, jadąc autobusem miałem pewną refleksję, którą chciałem się podzielić. Mieszkam w Warszawie – widok codzienny dla podróżujących komunikacją – ludzie zatopieni w smartfonach. Zupełnie wyizolowani z rzeczywistości, nie biorący udziału w jakiejkolwiek interakcji z innymi pasażerami – choć pewnie korzystają właśnie z „mediów społecznościowych”. W słuchawkach albo bez, większe albo mniejsze ekrany, różnokolorowe podświetlenia ale efekt ten sam – człowiek choć wśród ludzi – to wyizolowany. Taki nie ustąpi miejsca starszej pani, nie zapozna ciekawej osoby obok, nie uśmiechnię się bezinteresownie do nieznanego mu człowieka.

Dziś jadąc autobusem tak wiele osób było wpatrzonych w ekrany swoich „bożków”, że pomyślałem o skali zjawiska jak o epidemii. Inwazja zombie. Smartfon jest centrum życia. Człowiek prowadzi poprzez niego życie towarzyskie, kontaktuje się z bliskimi, czyta, ogląda filmy, słucha muzyki, gra w gry, korzysta z nawigacji, słownika, translatora, robi zakupy i sam nie wiem co jeszcze bo nie korzystam. Gdzie tu w tym wszystkim miejsce aby użyć mózgu ? Tu jest brak miejsca dla człowieka. W zasadzie ludzie są doczepieni do smartfona bo póki co obsługuje się go „kończynami”. To już nie jest człowiek tylko jakaś nowa forma życia, która zdecydowanie się degeneruje. Te wszystkie ułatwienia to super sprawa ale powodują one regres. Narząd nieużywany zanika a człowiek oddaje pole smartfonowi i niedługo bez niego nie będzie w stanie załatwić skutecznie podstawowych spraw. To jeszcze nie dziś, nie jutro – ale za parę lat – w tym tempie zatracimy to co czyni nas ludźmi.

Ale do sedna – nie jestem na pewno pierwszym, który zjawisko zauważył, na pewno napisano o tym wiele artykułów, publikacji, książek itd. Moje spostrzeżenia, którymi chce się podzielić – cała ta technologia dąży do tego aby zespolić człowieka z komputerem. Będą mieli smartfony we łbach, będą online non stop – bez potrzeby trzymania czegoś w ręce.
I teraz – jadąc tym autobusem dzisiaj - wyobraziłem sobie ludzi – za parę lat. Warszawa, rano, droga do pracy. W autobusie wszyscy siedzą bez ruchu wpatrzeni nieruchomo w jakiś punkt. Niektórzy w pewnych momentach mają jakieś tiki – uśmiech, uniesienie brwi, nagły niespodziewany gest itd. Na siebie nie zwracają uwagi. Wypisz wymaluj – wycieczka katatoników z zespołem Tourreta. W tym momencie pomyślałem sobie – Ludzie, czy faktycznie tego chcecie?

Bóg dał nam wolną wolę właśnie po to ? Żebyśmy oddali ją maszynom ?

Czytałem ciekawy artykuł w ostatnim numerze Przekroju ( „Osobliwa przyszłość pracy” Filipa Konopczyńskiego - polecam ) o robotyzacji życia. Pomijam mniej lub bardzie oczywiste kwestie z którymi stykamy się na co dzień – takie jak roboty kasjerzy, biletomaty, paczkomaty, sraczkomaty itd. To jest i funkcjonuje – jest wygodne, ok. To co mnie zauntrygowało to to, że firmy zajmujące się doradztwem inwestycyjnym – a to naprawdę duży biznes – przerzucają się z analityków, ekspertów, informatorów gospodarczych i ekonomistów na sztuczną inteligencję. Maklerzy i doradcy inwestycyjni mogą stracić niedługo pracę – tak jak dziś tracą ją kasjerki w dyskontach. To, że robot jest kasjerem to jeszcze nic ale to, że robot ( sztuczna inteligencja ) podejmuje decyzję na szczeblu strategicznym rodzi pytanie: czy jeśli sztuczne inteligencje osiągnęły taki poziom, że człowiek „radzi” się ich w kluczowych dla swojego stanowiska kwestiach ( np. bezpieczeństwa narodowego ) to czy możemy im ufać i mieć pewność, że decyzję przez nie podejmowane służą ogólno pojętemu dobru ludzkośći. Czy na pewno idziemy w


Tekst: Strona 1Strona 2


« Wstecz do listy artykułów